Historia się powtarza – szczególnie w przypadku trichomonadozy (żółtego guzka) u gołębi to stwierdzenie jest aż nazbyt prawdziwe. W 1971 roku prowadziłem badania nad „żółtym guzkiem” u gołębi w ramach mojej pracy dyplomowej na egzamin weterynaryjny. Moim mentorem był dr J.W.E. Stam, wykładowca na Uniwersytecie Weterynaryjnym w Utrechcie.
Dr Stam powiedział do mnie:
„De Weerd, masz sławnego ojca w sporcie gołębiarskim”.
Tak, mój ojciec Piet już wtedy od dwudziestu lat podróżował po całym świecie, zajmując się selekcją i transferem gołębi. Założył również pod koniec lat 50. laboratorium Belgica przy Baronielaan w Bredzie. Było to laboratorium badawcze dla gołębi i poprzednik dzisiejszej firmy Belgica De Weerd.
Dr Stam powiedział mi także:
„Pojawił się nowy produkt przeciwko trichomonas u drobiu – Ridsol S, zawierający 10% ronidazolu. Zajmij się nim, przeprowadź badania, bo ja również nad nim pracuję”.
Tak też zrobiłem. Podczas badań pojawiło się wiele bardzo interesujących aspektów – szczególnie gdy spojrzymy na nie z dzisiejszej perspektywy.
Przede wszystkim aż do około 1965 roku nie było naprawdę skutecznych leków przeciwko żółtemu guzkowi. Próbowano różnych preparatów, takich jak:
- sulfoliquide 0,5%
- roztwory sublimatu 0,5%
- mercurochrom
- trypaflawina 2%
- akryflawina
Stosowano je poprzez smarowanie wola i gardła piórem lub pędzelkiem oraz punktowe dotykanie zmian chorobowych. Czasami dawało to niewielką poprawę, ale było pracochłonne i mało skuteczne.
Profesor De Vos i jego współpracownicy używali w 1960 roku innego produktu – Enheptin. Był to związek 2-amino-5-nitrotiazol z grupy nitrotiazoli. Razem z moim ojcem również stosowaliśmy go u gołębi z kliniczną trichomonadozą, smarując gardło. Działało to trochę, ale u młodszych gołębi powodowało bezpłodność i ogólnie nie było wystarczająco skuteczne.
Dawka wynosiła wtedy 300 mg na litr, lecz powodowała także wymioty, więc preparat był w zasadzie nieodpowiedni i dość toksyczny.
Profesor Devos, dr Viaene, dr Staelens i dr Devriese (bardzo znany kwartet badaczy chorób gołębi) porównali Enheptin, metronidazol i dimetridazol.
Badania przeprowadzono na zakażonych gołębiach w wieku 1–2 lat, trzymanych pojedynczo w oddzielnych klatkach. W grupach po 5 gołębi podawano jednorazowo w formie tabletki:
- Enheptin – 100 mg/gołębia
- metronidazol – 25 mg/gołębia
- dimetridazol – 25 mg/gołębia
Po jednorazowym leczeniu wydawało się, że trichomonady zniknęły z gardła. Jednak po pewnym czasie pojawiały się ponownie, mimo że ponowne zakażenie było niemożliwe, ponieważ gołębie były izolowane.
- przy Enheptinie już po 8 dniach
- po 14 dniach wszystkie gołębie znów były pozytywne
Przy dimetridazolu tylko 1 gołąb był dodatni po 14 dniach, a przy metronidazolu dwa.
Wniosek był taki, że jednorazowe podanie żadnego z trzech leków nie usuwało całkowicie zakażenia.
Dlatego zaczęto podawać te leki w wodzie do picia przez tydzień. Po tygodniu wszystkie gołębie były ujemne. Okazało się też, że:
- podawanie przez tydzień daje znacznie lepsze efekty
- gołębie pozostają dłużej wolne od zakażenia
- można stosować niższe dawki, które nadal są skuteczne
Częstość zakażenia, która przed 1960 rokiem wynosiła około 80%, spadła dzięki nowym lekom – metronidazolowi i dimetridazolowi (z grupy nitroimidazoli) – do około 40%.
Od około 1970 roku pojawił się kolejny lek – ronidazol (również pochodna nitroimidazolu), którym właśnie się zajmowałem w moich badaniach.
Po moich badaniach z 1971 roku zacząłem zalecać leczenie gołębi w trakcie wysiadywania świeżych jaj przez około 5 dni ronidazolem, aby zahamować ponowne zakażenie i zapobiec zarażeniu młodych już w gnieździe.
To zalecenie zostało dziś przyjęte na całym świecie – i było to konieczne, ponieważ dawniej trichomonadoza kliniczna występowała znacznie częściej niż obecnie, właśnie dzięki wprowadzeniu pochodnych nitroimidazolu.
Badania wykazały także, że Trichomonas gallinae / columbae – czynnik wywołujący żółty nalot – ma różne szczepy.
Nie da się ich rozróżnić pod mikroskopem.
Istnieje na przykład bardzo agresywny i śmiertelny szczep Jones’-Barn. Przy zakażeniu nim gołębie mają żółte złogi w gardle, a infekcja może rozprzestrzeniać się:
- do podstawy czaszki
- częściej do narządów wewnętrznych, zwłaszcza wątroby
Powoduje to masowe śnięcia w ciągu 5 dni. Wątroba zostaje w bardzo krótkim czasie całkowicie zniszczona. Z jej krawędzi można pobrać wymaz wacikiem i pod mikroskopem zobaczyć ruch trichomonad.
Dawniej często obserwowano także żółty nalot w pępku młodych, który można było wycisnąć – zwykle był powodowany przez łagodniejszy szczep trichomonas.
Dziś masowe śnięcia gołębi pocztowych zdarzają się bardzo rzadko, choć czasami je widuję. Na przykład w zeszłym tygodniu u jednego z czołowych hodowców z Belgii, który uważał, że kilka razy w roku wystarczy podać krople na „żółty guzek”, aby kontrolować chorobę.
Natomiast u gołębi miejskich, dzikich, grzywaczy czy turkawek masowe padnięcia z powodu trichomonadozy obserwuje się każdej jesieni, ponieważ nigdy nie są leczone. Pokazuje to jasno, że tzw. naturalna odporność w tym przypadku nie działa.
Prawdziwym powodem, dla którego trichomonadoza u gołębi pocztowych jest dziś znacznie mniejszym problemem niż 55 lat temu, jest profilaktyczne i terapeutyczne działanie nitroimidazoli, szczególnie ronidazolu, który działa szybko, skutecznie i bez skutków ubocznych.
Prawda i wniosek są więc takie:
dzięki licznym rutynowym i profilaktycznym leczeniom szczepy trichomonas znacznie osłabły.
Gdyby hodowcy przestali całkowicie leczyć przeciwko tricho, szybko wrócilibyśmy do sytuacji sprzed 1970 roku, z dużą liczbą śmiertelnych przypadków.
Zdjęcia trichomonadozy są zresztą tak charakterystyczne diagnostycznie, że trudno się pomylić. Chociaż… pewien belgijski weterynarz od gołębi pomylił trichomonadozę gardła z herpesem – co jest naprawdę poważną pomyłką. To kolejny powód, aby trochę więcej się jeszcze pouczyć, kolego.




Dr. H.J.M. de Weerd
Lekarz weterynarii gołębi pocztowych
Breda, 16 lutego 2026 r.
