Znaczenie infekcji grzybiczych w sporcie gołębiarskim jest – moim zdaniem – mocno przeceniane.
Zacznę od anegdoty dotyczącej sytuacji w Anglii. Od dziesięcioleci konsultują się z nami angielscy hodowcy gołębi, którzy na podstawie pogorszonych wyników swoich ptaków słyszeli od miejscowych weterynarzy, że ich gołębie mają grzyby (drożdżaki). Już wtedy wydawało mi się to wyjątkowo mało prawdopodobne, ale cóż — diagnozę stawiali przecież weterynarze i instytuty. Gdy coraz więcej osób z Wielkiej Brytanii zaczęło do mnie dzwonić z dokładnie tą samą historią, postanowiłem zaprosić kilku z nich do naszej kliniki w Bredzie. I moje przypuszczenia się potwierdziły! Ani śladu grzybów czy drożdżaków, za to obecny był kompleks ornitozy (w tym przypadku tzw. „suchy katar”). Tę diagnozę stawialiśmy już wielokrotnie telefonicznie, ponieważ po dokładnym wywiadzie wszystkie objawy jednoznacznie na to wskazywały.
Problem leżał więc przede wszystkim po stronie angielskich weterynarzy, którzy – poza nielicznymi wyjątkami – niewiele wiedzą o leczeniu gołębi, a tym bardziej o prawidłowej diagnostyce. W ten sposób powstała historia o rzekomych „grzybach” jako przyczynie problemów związanych z ornitozą. Wszyscy powtarzają to po sobie — od weterynarza po hodowcę (w tej kolejności, tak) — i w efekcie „wszystkie” gołębie z problemami kondycyjnymi po 4–5 lotach rzekomo mają grzyby!
Suchy katar, czyli w rzeczywistości kompleks ornitozy bez wyraźnych objawów klinicznych, jest dla większości weterynarzy trudny do rozpoznania. Gdy więc w wolu pojawią się pojedyncze grzyby — klasyczne „kaktusowate”, maczugowate drożdżaki (zarodniki Candida albicans) lub gdy widać je w kale — błędna diagnoza jest szybko postawiona.
Szanowny Czytelniku, możesz się zastanawiać, dlaczego mogę tak stanowczo twierdzić, że te nieliczne zarodniki Candida są całkowicie nieistotne dla zdrowia i kondycji naszych gołębi. Otóż już na początku mojej kariery byłem krytyczny wobec pewnych (głównonurtowych) założeń w medycynie gołębi. Kiedy więc w wymazach z gardła regularnie znajdowałem te zarodniki Candida, postanowiłem przeprowadzić dalsze badania we własnej klinice.
Przyjąłem kilka gołębi, które rzekomo były „pozytywne” na obecność Candida (potocznie zwanej „grzybem”). Po kilku dniach stwierdziłem, że te „zarodniki” zniknęły samoistnie. Innej grupie gołębi podałem preparat przeciwgrzybiczy — i u nich również zarodniki zniknęły, dokładnie tak samo jak u ptaków nieleczonych. Powtarzałem to proste badanie niezliczoną ilość razy, zawsze z tym samym wynikiem. Ta rzekoma „grzybica” nie odgrywa więc żadnej roli u gołębi i nie ma znaczenia ani dla zdrowia, ani dla formy!
Wszystko sprowadza się więc do braku doświadczenia i odpowiedniego szkolenia wśród kolegów po fachu w Anglii — a właściwie do faktu, że na uniwersytetach w ogóle nie istnieje specjalistyczne kształcenie w tym zakresie. Zresztą u nas również (już) nie. Krótko mówiąc: wszystkiego trzeba nauczyć się samemu metodą prób i błędów — nie da się tego obejść.
Jedni się uczą, inni nigdy!
Zdecydowana większość domniemanych „infekcji grzybiczych” okazuje się więc problemem suchego kataru — w Anglii i na całym świecie! W naszej klinice gołębi w Colchester (niedaleko Londynu), gdzie regularnie prowadziłem konsultacje, mogłem to z łatwością potwierdzić.
Można zapytać: „Czy w świecie gołębi w ogóle nie istnieją poważne infekcje grzybicze?” Odpowiedź brzmi: tak, istnieją — ale znacznie rzadziej, niż się powszechnie uważa, i często nie jako problem pierwotny, lecz wtórny, towarzyszący innej chorobie. Może to być E. coli lub kompleks ornitozy, a w każdym razie ogólne obniżenie odporności (osłabienie gołębia).
Podczas sekcji widzimy wtedy worki powietrzne zajęte przez grzyby lub ogniska w płucach, a czasem także na narządach jamy brzusznej. Niekiedy podczas sekcji zielonkawe zarodniki wręcz „wysypują się” z tuszy — wówczas mamy do czynienia z aspergilozą, która u gołębi jest praktycznie nieuleczalna. Aspergiloza jest również zoonozą, dlatego przy intensywnym kontakcie ludzi o obniżonej odporności z gołębiami ciężko chorymi na aspergilozę należy bezwzględnie stosować odpowiednie środki ochrony.
Candida w preparacie mikroskopowym z wola i/lub kału normalnie nie ma żadnego znaczenia, chyba że występuje w ogromnych ilościach, powodując cuchnącą treść wola lub wodnistą bądź papkowatą biegunkę bez innej wyraźnej przyczyny.
Nie zgadzam się również z poglądem, że nadmierne stosowanie antybiotyków sprzyja rozwojowi grzybów — przynajmniej nie u gołębi. Co więcej, antybiotyk, którego często używamy przeciwko paratyfusowi, skutecznie hamuje wzrost grzybów w kale gołębi. Było to pewnym zaskoczeniem nawet dla samego badacza. Jednak tzw. strefy zahamowania wzrostu na płytce Petriego z hodowlą grzybów mówią same za siebie.

Krążek bibuły filtracyjnej nasączony naszym preparatem przeciw paratyfusowi (5) w hodowli grzybów z kału. Ciemna strefa (strefa zahamowania) wyraźnie pokazuje brak wzrostu grzybów.
Grzyby (i drożdżaki) w wolu i jelitach zasadniczo nie stanowią problemu. Infekcje grzybicze płuc i worków powietrznych są praktycznie nieuleczalne i w efekcie śmiertelne, ale występują rzadko. Co więcej, przez ostatnie 30 lat nie obserwuję wzrostu ich liczby — a to bardzo istotna obserwacja. Jeśli po leczeniu „przeciwgrzybiczym” gołębie zaczynają lepiej trenować, to wynika to z działania antybiotycznego preparatu.

Dr. H.J.M. de Weerd
Lekarz weterynarii gołębi pocztowych
Breda, 2 lutego 2026 r.
